Michał Rudaś: „…są tacy artyści, którzy stają się czasami więźniami własnej stylistyki, którą sobie wypracowali i boją się wyjść ‚poza’

_ _ _

W swoich utworach inspirujesz się muzyką z Indii. W jaki sposób przyczyniła się ona do Twojej twórczości?

Faktycznie muzyka indyjska od dawna jest  dużą inspiracją w mojej twórczości. Praktycznie już pierwszy album, który wydałem „Shuruvath” i to było jakieś 7 lat temu, był inspirowany muzyką indyjską. Do tej pory w dużej mierze jestem wierny tym inspiracjom.

„… Indie dodają jakichś barw, smaków.”

Myślę, że w muzyce indyjskiej jest coś takiego, co powoduje, że zaczyna się szukać głębiej, zarówno  muzycznie jak i treściowo. Kultura indyjska jest bardzo uduchowiona i brakuje mi takiego pierwiastka w muzyce, którą słyszymy na co dzień. Kultura europejska, czy zachodnia wydaje się być złożona z mniejszej ilości kolorów, a Indie dodają niezwykłych barw i smaków. Tego właśnie potrzebowałem. De facto dzięki temu, że taką muzykę tworzę, stylizując się na klimaty indyjskie, faktycznie można powiedzieć, że wypracowałem w tym własny styl. Sposób w jaki  śpiewam, jaką muzykę tworzę jest charakterystyczny na tle innych wykonawców w Polsce.
_ _ _
Czy traktujesz to jako czynnik, który sprawia, że dzięki temu jesteś oryginalny, że jest to „to  coś” co Ciebie wyróżnia?

„Nie myślałem o tym jako oryginalności, ale tylko to mi w duszy grało i tak właśnie wyszło.”

Trudno mi powiedzieć, czy jestem w tym oryginalny, ale faktycznie nie poznałem nikogo w Polsce, kto by się zajmował w takim zakresie muzyką indyjską, a w dodatku mieszał ją z muzyką w zasadzie rozrywkową, popową czy soulową. Nie myślałem o tym jako oryginalności, ale tylko to mi w duszy grało i tak właśnie wyszło. Przyczyniły się do tego również moje liczne podróże do Indii, które były dla mnie świetną nauką pod kątem muzycznym jak i życiowym. To wszystko znajduje się w mojej muzyce.
_ _ _
Czyli  traktujesz tę przygodę, inspiracje, jako ten brakujący pierwiastek?
Tak dokładnie. W Indiach znalazłem to czego brakowało mi w Polsce, w naszej kulturze – taki duchowy pierwiastek. Również muzycznie brakowało mi wcześniej czegoś, co tam odnalazłem.
_ _ _
Jak uważasz, czy potrzeba dużej wrażliwości artysty, aby połączyć style muzyczne świata, zaczerpnąć z nich pewne elementy, wykorzystać je łącząc różne gatunki, tak by wydały się ciekawe i przede wszystkim nadążały za „współczesnością”?
Wrażliwość jest w ogóle podstawą w byciu artystą.  Niezwykła wrażliwość odróżnia go od ludzi, którzy nie zajmują się sztuką. Artyści zwykle są bardziej wrażliwi na różne niuanse, których inni nie zauważają.
_ _ _
W swojej twórczości odchodzisz od pewnych konwenansów. Nie każdy sięga, aż tak daleko…
Potrzeba nie tylko wrażliwości, ale też w dużej mierze otwartości. Sięgając do innych kultur  wchodzi się na inny, nieznany grunt, różniący się od tego, w którym było się wychowanym, w którym się dorastało. Eksperymentowanie związane jest również z pewnym czynnikiem ryzyka. Fuzja tych kultur może po prostu nie wyjść. Połączyłbym zatem te dwie cechy: wrażliwość i otwartość na nowe rzeczy.
_ _ _
Pomysły i takie przeskoki muzyczne są inspiracją, która przychodzi w danym momencie, czy może są to już wcześniejsze pomysły, które z czasem realizujesz?

„Inspiracje przychodzą w bardzo różny sposób jak i różnymi drogami.”

Inspiracje przychodzą w bardzo różny sposób jak i różnymi drogami. Czasami są to olśnienia, wpada się na jakiś  pomysł i myśli się: Tak! To jest to!
To tak, jak z komponowaniem – czasami melodia wpada od razu i właściwie jest już gotowy utwór, czy też fragment tekstu. Czasami jest tak, że to długa droga do przejścia. Pojawia się jakiś pomysł, który ewoluuje. Zwykle jest to jednak proces, a olśnienia zdarzają się rzadko. Z własnego doświadczenia wiem, że pomysły najczęściej przychodzą w pracy, a nie zaskakują człowieka np. na ulicy, czy przychodzą podczas snu.
_ _ _
Kiedy już się zdarzają takie sytuacje  tzw. „olśnienia” to są one porównywalnie lepsze, bardziej trafione?

„Ciężko jest ocenić czy coś jest trafione,  czy nie.”

Myślę, że takie olśnienia mają dużą moc, ale ciężko jest ocenić od razu czy te pomysły są trafione,  czy nie. Czasami, kiedy mam pewien pomysł, skomponuje jakąś melodię, czy cały utwór, to okazuje się, że nie jest to akurat dobry czas, żeby ta myśl mogła się rozwinąć. Wówczas chowam go do „szuflady”, a potem po dłuższym czasie wracam do niego i czasem się okazuje, że dopiero wtedy są dobre perspektywy i wokół odpowiedni ludzie, którzy ten pomysł pomagają rozwinąć dalej.
Ponadto czasem doceniam pewne pomysły, czy też gotowe utwory bardziej po jakimś czasie.   Czasami w swoich piosenkach po paru latach nagle odkrywam nową wartość, której nie dostrzegałem wcześniej, czy też staje się mi ona po prostu bliższa. Oczywiście działa to również w odwrotnym kierunku.
_ _ _
Bardzo często spotykamy się ze zjawiskiem, że artyści jednak starają się uderzyć do jak najszerszego grona odbiorców, tym samym tworząc utwory, które są komercyjne i jednocześnie można powiedzieć, że są one dość „bezpieczne” jeżeli chodzi o pozytywny odbiór trafiający do tzw. Mas. Co było dla Ciebie najważniejsze podczas tworzenia utworów? Czym się kierowałeś?
Nigdy  nie starałem się robić muzyki pod konkretnego odbiorcę, z myślą, że nagrywam piosenkę i tym samym szybciej trafię z tym do ludzi, mając nadzieję, że może łatwiej mnie puszczą w radiu.

„Artysta przede wszystkim powinien skupić się na prawdzie.”

Prawda jest taka, że nagrywanie utworów pod ten cel może być bardzo zdradliwy. Wcale nie jest powiedziane, że to co nam się wydaje, że jest komercyjne może trafić do ludzi. Myślę, że najważniejsza jest prawda. Trzeba robić utwory, nagrywać, wydawać płyty najlepiej jak się umie i z serca. To, co się będzie z tym później działo nie do końca zależy od nas.

„Słuchacze zobaczyliby, że to nie jestem ja.”

Artysta przede wszystkim powinien skupić się na prawdzie. Jest różnie, ja przykładowo w swojej działalności artystycznej robiłem różne rzeczy. Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć: „O! Nagrał płytę dla szerszego grona odbiorcy – komercyjną”, ale gdyby te piosenki nie płynęły ze mnie to bym po prostu jej nie nagrał. Słuchacze zobaczyliby poza tym, że to nie jestem prawdziwy ja. Natomiast fakt, że lubię eksperymentować z różnymi gatunkami, stylistykami powoduje, że po prostu nagrywam różne stylistycznie utwory.
_ _ _
…wypowiedź duszy artysty? 🙂

…są tacy artyści, którzy stają się czasami więźniami własnej stylistyki, którą sobie wypracowali i boją się wyjść „poza”.

Chcę mieć wolność. Moim zdaniem są tacy artyści, którzy stają się czasami więźniami własnej stylistyki, którą sobie wypracowali i boją się wyjść „poza”.  Stwierdzają: „Będę wokalistą jazzowym i będę śpiewał tylko jazz i nic poza tym, bo tylko to dobrze umiem robić”.
Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy naprawdę chcesz siedzieć tylko w tym jazzie?
Ja lubię eksperymentować, bawić się stylistykami. Szybko się nudzę i nie mógłbym siedzieć tylko w jednym gatunku. Moje koncerty wyglądają podobnie. Myślę, że nie ma w nich jednostajności. Utwory są w różnym stylu, są różne rodzaje emocji, różne rytmy – tę różnorodność właśnie lubię.

– – –
Z  jaką myślą powstała nowa EP-ka? Czy miałeś główną myśl, wiedziałeś co  to będzie?

„Styl różni się od dotychczasowych płyt, pomimo tego myślę, że cały czas to jestem ja- Michał Rudaś.”

Jest to owoc mojej współpracy kompozytorskiej z Łukaszem Chylińskim- gitarzystą.  Spośród ośmiu wspólnych kompozycji wybrałem pięć moim zdaniem najlepszych i takich, które najbardziej są mi bliskie. Nie czekałem na to, kiedy będzie gotowy materiał na całą płytę. Stwierdziłem że to jest ten czas. Nie ma tam standardowo dwunastu piosenek- trudno! Jest pięć i trzeba się tym podzielić z innymi, bo ludzie czekają już niecierpliwie na nową muzykę.  Później powstały teksty, część napisałem ja, część Patrycja Kosiarkiewicz. To one dopełniły całe przesłanie, energię, która jest w muzyce. Styl różni się od dotychczasowych płyt, ale myślę, że cały czas to jestem ja – Michał Rudaś, tylko trochę w innym stylu muzycznym, z inną energią, z innymi tematami. EP-ka „Wieloryby i syreny” to owoc kolejnym poszukiwań oraz spotkań w dużej mierze właśnie z Łukaszem Chylińskim i producentem-  Janem Smoczyńskim.
– – –
Skąd wzięła się nazwa „Wieloryby i Syreny”, czy jest to jakaś metafora?

„… kojarzą mi się trochę z nierealnym, wyimaginowanym światem, rajem do którego, gdzieś wszyscy podświadomie w swoim życiu dążymy.”

Na początku powstała piosenka „Wieloryby i syreny”- opowiadająca o sielankowej miłości. Historia, gdzie dwoje ludzi spędza czas na plaży, widzi w swoich wyobrażeniach wieloryby i syreny, które kojarzą mi się trochę z nierealnym, wyimaginowanym światem, rajem do którego, gdzieś wszyscy podświadomie w swoim życiu dążymy.  Zdecydowałem się zatytułować cała płytę „Wieloryby i syreny” jako symbol tego idealnego rajskiego świata, o którym właściwie traktują wszystkie piosenki na tej EP-ce. Jedna mówi o raju utraconym – „Płomień nasz”, inne o raju, o który się walczy – „Raj song”, „Kołysanka dla wojownika”, inna o raju, którego właśnie doświadczamy – „Wieloryby i syreny”, czy też o raju, który jest już za rogiem – „TGV”.


Dodaj komentarz