Zbigniew Wodecki o projekcie Mitch & Mitch. Niesamowita historia niezwykłej płyty, albumu nagrodzonego Fryderykami 2016.

Ikona polskiej sceny muzycznej. Człowiek o którego istnieniu wiem od pierwszych lat swojego życia i który wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Sprawca wielu muzycznych przeżyć. Wzbudza wspomnienia, sentymenty jak i wielki podziw oraz szacunek. Zbigniew Wodecki, świeżo po próbie z orkiestrą Mitch & Mitch dzieli się z nami niesamowitą historią „odkopania” swojej płyty sprzed czterdziestu lat! Płyta uhonorowana jest dwoma Fryderykami w kategorii Album Roku oraz Utwór Roku, którym jest u „Rzuć to wszystko co złe”.

Rozmowa ze Zbigniewem Wodeckim i Radosławem Kordowskim.

 R: Skąd wzięła się ta idea i kto był jej inicjatorem?

Inicjatorem byli muzycy. Z Mitch & Mitch, których ja nie znałem. Zaproponowali mi, że zagrają dwa utwory z mojej pierwszej płyty o której już zapomniałem, bo rzeczywiście było to czterdzieści lat temu. Przyszedłem na próbę… z ciekawości. Coś mi mówiło, żeby „nie”. Głos wewnętrzny mówił, żeby dać sobie spokój… ale głos wewnętrzny się mylił. Ja pojechałem… z ciekawości.

„Nagle po prostu świetna dyskoteka i to w Nowym York’u…”

Okazało się, że zagrali fajnie te aranże, które pisałem jeszcze gumką myszką i ołówkiem na papierze… Czterdzieści lat temu. I zagraliśmy. Zgodziłem się, żeby wykonać to w Trójce. Zagraliśmy koncert bardzo dziwny. Obok mnie na scenie stali: gość na gitarze basowej, fajni młodzi chłopcy. Bawili się tą muzyką, mieli w garści całą publiczność. Zrobił się show! Kamera! Ktoś kręci film! Nagle po prostu świetna dyskoteka i to w Nowym York’u w najlepszym tego słowa znaczeniu. Wszyscy się świetnie bawili, reagowali na każdy ruch, każdy dźwięk gryfu gitary basowej, przejścia i wyprzedzenia, żarty i teksty. Coś niesamowitego!

„… tylko kurde jestem MUZYK!… a nie tam … piosenkarz.”

Teraz jest więcej biznesu, niż show’u. Ten świat taki komercyjny się zrobił, tak  się zmienił. A tu nagle, spotkałem się z ludźmi, którzy przypomnieli mi czasy, kiedy miałem 16-ście lat i graliśmy na fajfach. Grałem w zespole bigbitowym. Szwagry, Skaldowie się rodzili. Założyłem zespół, kiedy miałem szesnaście lat, bawiliśmy się tą muzyką. Nie byliśmy na listach przebojów, wtedy jeszcze nie było nawet list przebojów. To była zabawa. Spotykamy się teraz i znowu bawię się tą muzyką. Nie traktuje jej zarobkowo, żeby się popisać. Nie dla bisu żeby zarabiać, tylko kurde jestem MUZYK!… a nie tam … piosenkarz.

 M: Długo czekał Pan na coś takiego, na pobudzenie tych emocji?

Ja czekałem?! Ja w ogóle nie czekałem! Nie przypuszczałem, że coś takiego się wydarzy. To jest jakaś wielka niespodzianka dla mnie…bo wiesz jeżeli ja już mam czterdzieści lat na scenie i jest tych lat już parę, to ten repertuar taki mi się ustalił, że radzę sobie w różnych warunkach: w sali gimnastycznej, domu kultury, plenerze. Fajnie mi się ułożyło, bo mam szeroką publiczność. Jest parę numerów, które się sprawdzają. Ale to ma swoje lata… to już jest stare!

W momencie, kiedy powiedziałem, że powinienem coś nowego nagrać, żeby pokazać, że jestem muzykiem grającym, okazało się, że nowością  jest płyta, która jest jeszcze starsza, z najstarszego repertuaru.

„…  i zmusili mnie do roboty. Nieprawdopodobne!”

Musiałem się jej na nowo nauczyć. I odkrywam nowe. Mitch & Mitch wyszukuje takie smaczki muzyczne. To tak jakby odrestaurowało się stary obraz. Nie chcę tu sobie wlewać, ale to jest dobra muzyka. Muzycy, którzy byli w akademii muzycznej, bawią się tym i zmusili mnie do roboty. Nieprawdopodobne! Fajnie się pracuje, dobrze sprzedają się koncerty i tak to jakoś idzie ten tzw. Projekt.

R: Czy to może być taki benefis?

Wiesz, benefis to ja już miałem..20- lecie, 30- lecie, 40- lecie. Nie chcę tego definiować, ale jak to się mówi: „ich to jara”. Sukces po prostu! Dziwnie. W życiu bym się czegoś takiego nie spodziewał, że taką muzykę kiedyś nagrałem.

R: Może to właśnie dlatego, że to jest bardzo prawdziwe? Najmniej komercyjne?

Myślę, że to jest właśnie prawdziwe, a nawet sukces tej płyty, który ewidentnie jest i nie ma lipy. Wydaje mi się, że dlatego też, że to nie jest idealna płyta. Bywa nieczysto i nierówno. Taki jakby live nagrany. Nie dało się więcej wyciągnąć, ale może to tajemnica tego, że jest to tak fajnie przyjmowane. Nikt tego nie czyścił na komputerze, nikt nie prostował, nie równał. Cała muzyka przechodzi przez technologie, wyczyszczona jak muzyka NRD-owska – wszystko pod linijkę. Wszystko jest idealne, takie czyściutkie klocki Lego. A tu mamy materiał jakby z próby, może to sprawia, że ludzie się fajnie w tym czują. Taki szum tam jest. Wydaje mi się, że tak to można wytłumaczyć.

R: Studio zabija emocje…

Wszystko się czyści i to wszystko siada. Ale fajnie, kiedy się zgrywa. Jest coś takiego w muzyce, że są utwory świetne, piękne, ale nie sprawdzają się na koncertach. Można puścić sobie fajny numer i czad! Na koncercie- leży.

 „Na tym polega istota przeboju, żeby nie powiedzieć żołnierstwo.”

Muzyk uczy muzyki, żeby kreować. Cały czas robić coś nowego, czegoś nowego szukać. Znowu wrócę do tego jak żeśmy z Markiem Grechutą się spotkali. Słuchaj – mówię, trzeba coś takiego napisać, żeby na drugi dzień wszystkie dzieci stały oparte o murowisko i stukały i śpiewały. To znaczy- prosty numer, który wchodzi jak w „masło”. Puści się go w playtime i już po trzech dniach jest przebój. Na tym polega istota przeboju. Proste! Żeby nie powiedzieć, że żołnierskie, a przecież każdy muzyk uczy się po to, żeby nie wygrywać prostej muzyki. Bywa tak, że ludzie świetni niestety nie mają odbiorców. Dzieciom pisze się muzykę dla dzieci, to źle. Muzyka ma rozwijać umysł dziecka, a nie pakować się w jego umysł.

R: Czyli brakuje ambitnej muzyki dla dzieci.

Normalnej muzyki dziecięcej. Po prostu muzyki. Ludzie powinni się uczyć słuchać muzyki. Uczyć! Uczyć obrazów, uczyć jak malował Freud jaką miał perspektywę, światło. Teraz nie ma czasu, żeby tak malować. Robi się ksero i już jest. Ta komercja jakby spłyca, zabija sztukę. Wszystko musi się szybko i dobrze sprzedać.

R: Jest brak. Inicjatywy OFF-owe powodują, że ludzie chcą znaleźć coś prawdziwego.

Mają dość, tego co wymagają koncerny płytowe. Tak mi się wydaje. Po tym jak gramy z Mitch’ ami, pomyślałem, że powinienem nagrać nową płytę, ale siadam do fortepianu i mi się już nie chce. Wykomponowałem się. Liczę na młodych ludzi, jeżeli połączy się moje doświadczenie z ich pomyślunkiem i możliwościami technicznymi, to może coś fajnego z tego powstanie. Już się poddaje, swoje już napisałem i mogą mnie brać jako materiał do roboty.

 


 

Dodaj komentarz