ROAN „Bardzo byśmy chcieli, żeby ludzie uwierzyli w zespół Roan, który jednak ma coś do powiedzenia.”

ROAN „Bardzo byśmy chcieli, żeby ludzie uwierzyli w zespół Roan, który jednak ma coś do powiedzenia.”

Zbyszek Man, wokalista zespołu Roan opowiada o tym, co się dzieje z zespołem, gdzie przepadł oraz co planuje wracając ze swoją muzyką do Polski w jubileuszowe 25-lecie.

Niedługo Wasze 25-lecie zespołu. W jaki sposób będziecie je obchodzić?

Latem zagramy koncert z tej okazji. Wezmą w nim udział wszyscy muzycy, którzy przez te wszystkie lata z nami grali. Było ich dość sporo, zwłaszcza jeżeli chodzi o perkusje. Graliśmy z Hubertem Gasiulem (obecnym perkusistą Wilków, Ani Rusowicz), Błażejem Gawlińskim (zasilił później Korę i grał m.in. z Manaam), Piotrem Pniakiem (z Proletariatu). Gitarzysta, który u nas wcześniej grał zasilił skład Big Cyc. Roszadę muzyków mieliśmy dość sporą, aczkolwiek ja z bratem stanowimy trzon zespołu od wielu lat. Ten koncert będzie u nas, może zagramy jeszcze 25-lecie tutaj w Warszawie.

Czyli jednak w Polsce. Koncertujecie głównie w Chinach, USA… Czy nie jest tak, że świat Was nam zabrał?

„Straciliśmy wiarę, nadzieję w siebie, w to co robimy. Wysłaliśmy piosenki do Chin i  dostaliśmy tam kontrakt.”

Jeden z liderów dużej firmy fonograficznej chciał nam coś wmówić przez co mieliśmy krótką przygodę z muzyką pop-ową, która okazała się małym incydentem. Nagraliśmy piosenkę, która przysporzyła nam sporo problemów związanych z fanami w Polsce. Mieliśmy ich sporo, kiedy nagraliśmy pierwszą płytę „Ogień” i wygrywaliśmy w 1991 roku w Jarocinie. Ci ludzie trochę się od nas odwrócili. Wiesz, gdzieś tam w sercu mieliśmy Rock‘n’roll zawsze! Czuliśmy, że zrobiliśmy źle. Dowaliło nam kliku dziennikarzy. Było nam mega przykro! Straciliśmy wiarę, nadzieję w siebie, w to co robimy. Wysłaliśmy piosenki do Chin i  dostaliśmy tam kontrakt. Chińscy menagerowie zachwycili się tą muzyką. W 2006r. pojechaliśmy do Chin i grając tam pierwsze koncerty już wiedzieliśmy, że jednak „mamy jaja”.

Jest moc.

Tak, jest ta moc i zakochaliśmy się w Chinach bardzo mocno. 8 kwietnia jedziemy na XI trasę koncertową, bardzo dużą. W zeszłym roku powróciliśmy trochę na polskie sceny. Zagraliśmy na Woodstock. Mam nadzieję, że powrócimy na polską scenę. Bardzo byśmy chcieli, żeby ludzie uwierzyli w zespół Roan, który jednak ma coś do powiedzenia.

Fani czasem bywają bezwzględni…

Niestety, Polacy są jak to mówię „szarmanccy z szabelką i zawsze jak ktoś komuś zajdzie za skórę, to będą do końca życia to pamiętać”, ale mamy jedną piosenkę „Ten zimowy czas”, która lata i zawsze jak ktoś zapomni to zimą się przyda. Powie: „Aaaa to zespół Roan, … Ci co nas sprzedali” – żartuje

Myślę, że jeżeli ktoś wpadłby na koncert i posłuchałby jak zespół Roan brzmi, jak gra to myślę, że mogłoby się mu spodobać.

W jaki sposób podsumowałbyś te 25 lat na scenie?

Szczerze, tak jakbyś ustawiła sobie korektor to są w nim tzw. tony wysokie, tony niskie i gdzieś tam jest środek. Wyciąłbym ten cały środek i zostawił tylko tony niskie i wysokie, czyli początek całej naszej kariery-Jarocin, Pierwsza płyta – „Ogień”, druga – „Cukier” i ostatnia – „Jorney”, która wyszła w Chinach. To są te momenty z mojego życia, które chciałbym pamiętać, natomiast cały środek bym wyciął.

 Uzbierało się jednak sporo tych dobrych momentów…

„Przeżyliśmy wiele pięknych chwil.”

Jasne! Przeżyliśmy wiele pięknych chwil. Koncertowaliśmy w  Ameryce, Nowym York ’u, na zachodnim wybrzeżu. Odwiedziliśmy Los Angeles, Londyn, Las Vegas- tam nakręciliśmy teledysk. Było super! Zjechaliśmy praktycznie cały świat i to są niezapomniane przeżycia. Najlepsze chwile przeżyliśmy w Chinach, poznaliśmy tam mnóstwo fajnych ludzi, również Polaków, taki kwiat inteligencji i to z całego świata. Na tych koncertach jest ogromny misz – masz bo wszystkie kraje, gdzieś tam się miksują i jest naprawdę sporo, wartościowych ludzi z którymi miło jest porozmawiać.

Podczas pierwszych tras koncertowych do Chin myślałem, że zwariuje. Nie ma tam chleba, ziemniaków, makarony tylko sojowe, przynajmniej na początku tak było. Nie miałem co tam jeść. Myślałem: znowu te Chiny. Dzisiaj nie mogę się doczekać, kiedy pójdziemy do naszych ulubionych chińskich knajp i będziemy sobie fajnie jedli, także Chiny nas pochłonęły nie tylko poprzez muzykę. Jestem w nich zakochany!

W jaki sposób ludzie Was tam odbierają, czy inaczej się bawią podczas koncertów, inaczej reagują?

Podczas pierwszych naszych koncertów od 2006r. byliśmy dla tych ludzi Beatles’ ami. Oni nie znali muzyki rockowej. Kiedy zobaczyli gościa, który ma irokeza, gra na gitarze i krzyczy wywoływało to u nich ogromne napięcie. Nie wiedzieli co robić, jak się zachowywać.

Gra się tam tylko chińską muzykę, nie znali muzyki światowej. Internet jest trochę poblokowany, więc te informacje nie rozchodzą się tak szybko jak u nas. Tam są zupełnie inne komunikatory. My byliśmy takimi pionierami muzyki rockowej w Chinach. Dzisiaj już przywykli do tej muzyki i jest trochę inny odbiór, oczywiście też jest euforia, ale to już nie to samo co 10 lat temu. Chińczycy też dojrzali, aczkolwiek lubią muzykę rockową, bo jest to dla nich coś zupełnie innego.

________________________________________________________________________________________________________________________________

Oprócz tego, że jesteście muzykami, angażujecie się również w działania charytatywne, inicjujecie akcje przeciw narkomanii. Opowiesz coś o tym?

W zasadzie muszę się pochwalić, że pamiętam spotkanie Jurka Owsiaka z Walterem Ostrowskim w Warszawie. Byliśmy przy rozmowie o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Zastanawiałem się wtedy o czym oni rozmawiają? Jaka wielka orkiestra?… Chwilę później, graliśmy jeden z pierwszych koncertów WOŚP u siebie w swoim rodzinnym Solcu Kujawskim i to był pierwszy koncert na który przyjechał Jurek. Byliśmy prekursorem Wielkiej Orkiestry. Od niedawna rozpoczęliśmy taką bardzo ważną dla nas akcje. Z zawodu jestem nauczycielem, także mam spory kontakt z młodzieżą.

Czego uczysz?

Informatyka. Nie muzyka. Wszyscy zawsze myślą, że jestem z zawodu muzykiem, ale w pewnym momencie życiowym pochłonęły mnie dosyć mocno komputery.

„Nie jest to tylko koncert, ale młodzież może „dotknąć” tego problemu jakim są dopalacze…”

W każdym razie wiem, co się dzieje w szkole. To jest szkoła gimnazjalna. W naszym mieście były dwa dość głośne przypadki. Chłopcy, którzy byli moimi absolwentami, prawie stracili życie biorąc dopalacze. Stwierdziliśmy z chłopakami, że mamy w sobie jakąś moc, żeby tym młodym ludziom przekazać trochę rad i pokazać, że poza dopalaczami, poza całym tym syfem można doskonale spędzać czas i tą energię rozładowywać w inny sposób, że jedyną drogą nie jest ta na której podczas imprezy można się naćpać, wpierdzielić sobie mocarza i odpłynąć, ale można też za pośrednictwem muzyki przeżyć coś naprawdę fajnego.

Do tej pory akcja odbywa się tylko w naszym województwie, czyli w Kujawsko Pomorskim zagraliśmy już chyba z 12 koncertów, ale chcemy ją rozszerzyć, mam nadzieję, że na całą Polskę. Nie jest to tylko koncert, ale młodzież może „dotknąć” tego problemu jakim są dopalacze poprzez terapeutów, którzy opowiadają o tym jak i prezentacje multimedialne.

Młodzież dokształca się również w skutkach jakie niosą ze sobą dopalacze?

Dokładnie. Jak to młody człowiek wiesz, nauczyciel karze coś tam obejrzeć, zobaczyć  to wiadomo, że w tym czasie ten wysyła smsa do swojej „narzeczonej”. Ale mam nadzieje, że lepiej to działa po prostu na psychikę młodego człowieka, kiedy posłucha o czymś takim i będąc na imprezie, widzi to przed sobą i pamięta o czym opowiadali ci ludzie.

Jak reagują?

Początek jest taki: Zaciekawienie- Co tu się będzie działo!? Muzyka- Fajnie! Wchodzi terapeuta: My chcemy muzę! Złaź koleś! My chcemy się bawić!

Jednak mamy bardzo fajnych ludzi, którzy prowadzą te pogadanki, zdjęcia, prezentacje. One naprawdę szokują młodych ludzi. Mam nadzieję, że chociaż na tę jedną chwilę zatrzymają się i uświadomią sobie, że jest to naprawdę mega syf.

Nagraliśmy z chłopakami piosenkę, powstał już teledysk do tego numeru, nazywa się „Naturalna moc”. Niebawem będzie miała premierę i klip. Znajdzie się w tych wszystkich dobrych rozgłośniach radiowych.

Ona też nawiązuje do tej inicjatywy?

To jest taki hymn tej akcji. Prowadzimy rozmowy na temat trasy koncertowej z kapelami lat 90-tych, które mogą coś powiedzieć o narkotykach i złych historii z nimi związanych. Mam nadzieję, że wspólnie z tymi zespołami będziemy śpiewać tę piosenkę.

Będzie też cała płyta?

Tak, jeżeli wystarczy nam czasu, najpierw Chiny, sporo koncertów, latem jubileusz, a później wrócimy na klubowa trasę jesienną. W tamtym roku wydaliśmy płytę na front wschodni do Chin, gdzie znajduje się jedna piosenka po chińsku, po polsku, reszta w języku angielskim. Oczywiście myślimy nad płytą. Mamy parę utworów i bardzo chcielibyśmy ją nagrać i wydać już w języku polskim.

 

Dodaj komentarz