Jarek Wist „Życie weryfikuje, kiedy ktoś nagrywa coś, czego nie czuje.”

Jarek Wist „Życie weryfikuje, kiedy ktoś nagrywa coś, czego nie czuje.”

 12193573_10153705249391252_6010505599334160026_nSkąd wziął się u Ciebie swing?

 „Bujałem wokalem”

Plus minus dziesięć lat temu wygrałem „Szansę na sukces” i od tego się zaczęło. Chórki u znanych wokalistów, telewizyjne projekty, w których brałem udział z ramienia TVP 2. Od 2006 r. zacząłem profesjonalnie pracować już na własny rachunek, wydając pierwsze single utrzymane w konwencji swingowej. Pewien znana osoba z branży muzycznej zauważyła mnie i zaproponowała udział w interesującym swingowym projekcie. Jej uwagę przykuło specyficzne brzmienie mojego głosu. Wówczas prawie każdą frazę kończyłem w dość nietypowy sposób, taki zawieszający, swingujący. Bujałem wokalem :). To, co wychodzi ze mnie teraz zmierza już w nieco inną stronę, ale zawsze tam, gdzie pcha mnie serce.

Inne gatunki muzyczne bardziej pasują do Twoich emocji, które chciałbyś przekazać?

„Nie chcę definiować mojego gatunku, narzucać sobie pewnych granic…”

Nie chcę definiować mojego gatunku, narzucać sobie pewnych granic, w których musiałbym się poruszać. Tworzę teraz nową muzykę. Mam swoje pomysły, kompozycje i teksty. Mam nadzieję, że to, co stworzę pójdzie lekko w  kierunku zespołu Coldplay (J. Wist wyznał, że jest to jeden z jego ulubionych zespołów), aczkolwiek nie chce go powielać. Mam inny głos, bardziej liryczny, bardziej ekspresyjny. Może nawet odrobinę dramatyczny. Jest to jednak mocny tenor, którego nie chcę skreślać i przykrywać nadmiarem instrumentów. Myślę, że uda się znaleźć taką przestrzeń, w której połączę moją osobowość z dzisiejszymi trendami i brzmieniami w muzyce.

„Jestem w stanie zaakceptować każdy rodzaj muzyki”

Zawsze byłem otwarty na wszelkie gatunki muzyczne. Uważam, że jeżeli w jakimś gatunku muzycznym jest jakaś głębia, ekspresja (emocje), jeżeli widać, że jest to zrobione dobrze, że jednak tworem tego jest serce, to wtedy czuć, że ta muzyka żyje. Jeżeli ona jest na dobrym poziomie, wtedy jestem w stanie zaakceptować każdy rodzaj muzyki.

Czyli jednak gatunek muzyczny nie jest najważniejszy przy tworzeniu…

„Mam ochotę czasami po prostu „zawyć”…”

Może nie jest najważniejszy, ale jest ważny. Głos wokalisty musi się odnaleźć w danym gatunku. Mam zamiłowania do muzyki swingowej lat 40.  czy 50., ale też do tego, co działo się na włoskim rynku muzycznym lat 50 i później. Można powiedzieć, że mój głos wpasowuje się w tamte konwencje, właśnie ze względu na moje zamiłowania. Nie ukrywam, że mam też inne potrzeby oprócz swingu. Mam ochotę czasami po prostu „zawyć” i w dość zdecydowany  sposób podkreślić pewną siłę przekazu, nie tylko poprzez piękną melodię, ale również poprzez cały mój głos.

 

Wspomniałeś o sile przekazu, którą chciałbyś wydobyć z siebie, czy to dlatego oprócz śpiewu również piszesz i komponujesz swoją płytę?

„…musisz odnaleźć siebie, a na to trzeba trochę poczekać.”

Zawsze miałem takie ambicje, żeby spróbować coś pisać. Od zawsze pisałem  do szuflady, ale teksty wydawały mi się marne, po jakimś czasie o nich zapominałem i wyrzucałem. Pisałem też pewne rzeczy na siłę, wzorując się na innych. W końcu okazuje się, że musisz odnaleźć siebie, a na to trzeba trochę poczekać.

Do pierwszej mojej płyty studyjnej „Jest zapisane” wymyśliłem tylko jeden utwór, jeżeli chodzi o kompozycje, tekstów nagle pojawiło się więcej. Zauważyłem, że coś mi się udało. Niektóre nie były skończone i nie byłem w stanie ich dokończyć – stawiałem w tym pierwsze kroki.

Z  czego to wynikało? Brakowało Ci pewności?

Pewności przede wszystkim, ale też nie byłem nauczony i przyzwyczajony do pisania tekstów, pisałem „co mi na język przyjdzie”. Parę osób pomogło mi dokończyć teksty do pierwszej płyty. Przy kolejnej czułem to już w bardziej zdecydowany sposób.

Jarek Wist o płycie „Na swojej skórze”

„… jest faktycznie takim wejściem w mój świat intymny i wydobyciem z niego, tych wszystkich emocji, które mnie porywały, które mną miotały, którymi ja niestety, bądź –stety  żyłem.”

Płyta „Na swojej skórze” zdecydowanie różni się od poprzedniej inną dawką emocji. Jest to dość barwna emocjonalnie płyta, głównie jeśli chodzi o moje teksty. Nie wszystkie z nich są pozytywnymi myślami, ale jest to faktycznie takim wejściem w mój świat intymny i wydobycia z niego tych wszystkich „barw, które malowały się na mojej skórze”, które mnie porywały, którymi ja niestety, bądź -stety żyłem. To też pewna obserwacja świata i życia innych osób. Łatwiej mi przyszło pisać słowa i melodię. Oczywiście nie jestem też producentem. Jeżeli byłbym w stanie sam produkować i aranżować płytę, to brzmiałaby zdecydowanie inaczej.

Jarek Wist o współpracy z producentem

„To tak,  jak z przerwanymi słuchawkami.”

Ciężko jest znaleźć takiego producenta, który od razu cię zrozumie. Wie, o co ci chodzi i zgadzacie się w tym, co robicie – w poczuciu pewnej spójności ożywają emocje. Wtedy od razu wiadomo, że to jest to. Dopóki producent nie pokocha twojej drogi, albo nie poczuje jej, bądź na odwrót , to nie będzie tego sygnału na drugim końcu. To tak, jak z przerwanymi słuchawkami. Jeżeli znajdziesz takiego producenta, który pójdzie za tobą, który to poczuje i będzie kochał twoją muzykę, to prawdę się usłyszy. Jest to wówczas 60-70% sukcesu. I to jest fajne.

Czy podobnie się dzieje z muzykami w zespole?

„W muzyce popularnej liczy się to, jak puka ci serce.”

Z muzykami jest różnie. Są tacy, którzy tworzą, bo chcą coś tworzyć. Wiele muzyków jest w stanie coś zagrać dopiero wtedy, gdy widzi przed sobą nuty. Okazuje się, że muzycy klasyczni czasem nie potrafią w zasadzie niczego zagrać od siebie. Są nauczeni, że grają tylko w momencie, gdy widzą jakąś partyturę przed sobą, jakiś zapis nutowy. Pytam się: „Dlaczego? Jak to jest, że nie grają wam w głowie pewne melodie, ale musicie odtwarzać?” Odpowiadają: „To nie jest tak, że musimy odtwarzać, każdy jak widzisz gra inaczej. Każdy podchodzi inaczej do tych samych kompozycji, inaczej to odgrywa, wedle swojej wrażliwości”.

Jestem w stanie to zrozumieć, bo faktycznie muzyka klasyczna rządzi się swoimi prawami. Jeżeli chcesz zagrać Bacha klasycznie to musisz go praktycznie odtworzyć. Liczy się oczywiście to jak dozujesz te emocje. W muzyce popularnej liczy się to, jak puka ci serce. To czy ono puka w rytmie „cza cza” czy po prostu.

…liczy się bardziej spontaniczność, to co się czuje?

„Życie weryfikuje, kiedy ktoś nagrywa coś, czego nie czuje.”

Tak, liczy się spontaniczność, żeby ta muzyka żyła. Przykładowo idziesz do studia z pewną melodią, którą wymyśliłeś o 2-3 w nocy. Materiał, który teraz tworzę jest już bardziej pozytywnym przekazem uczuć (przynajmniej na tę chwilę).  Tym razem staram się wziąć pełną odpowiedzialność za wszelkie wybory i uwolnić się od pewnych barier. Z drugiej strony, trzeba wyraźnie określić pewne granice tak, żeby żyć swoim życiem, tak jak się chce. Ono weryfikuje, czy to, co tworzymy jest prawdą.

Czy teraz tworzysz materiał właśnie  taki jaki  chciałbyś, gdzie porzucasz te bariery?

Chcę, już zagrałem na swoim poprzednim koncercie jeden z moich utworów, który wymyśliłem w grudniu i trochę się go wstydziłem. Schowałem go do szuflady, pięć razy zmieniałem tekst. Pierwotnie  miał on trochę inną tematykę. W pewnym momencie życie podpowiada ci, że nie można  koncentrować sie tylko na rzeczach złych. Jednak prawdą jest, że każdemu łatwo wpaść w negatywną przestrzeń.


CZĘŚĆ I

Dodaj komentarz